17 września

Gosh Eye Brow Kit - paletka cieni do modelowania brwi

Gosh Eye Brow Kit - paletka cieni do modelowania brwi
Dziś chciałabym napisać kilka słów o cieniach do modelowania brwi marki Gosh. Produkt ten przywiozłam z Meet Beauty i już od pierwszego użycia moja opinia o nim była jasna i oczywista. Chcesz się dowiedzieć co o nich sądzę? To zapraszam do czytania.


12 września

Rzęsy w butelce - wielkie odkrycie czy ogromna porażka? Moja recenzja

Rzęsy w butelce - wielkie odkrycie czy ogromna porażka? Moja recenzja

Dziś mam dla Was recenzję, na którą czekało wiele z Was. Zwlekałam z nią trochę, bo jakoś nie mogłam wyrobić sobie klarownego zdania o tym produkcie. Raz go kochałam, raz rzucałam w kąt toaletki. Nie chciałam pisać, zanim nie będę pewna, czy mogę Wam go polecić, czy raczej odradzić. Teraz już wiem, dlaczego zapraszam do czytania :) 



O czym ja w ogóle mówię?
Pewnie nie każda z Was w ogóle wie czym są rzęsy w butelce. Zacznę więc od opisu co to w ogóle jest. Rzęsy w butelce marki Lash Brow, to nic innego jak buteleczka z czarnymi włókienkami, które mają przykleić się do tuszu, aby rzęsy pogrubić i maksymalnie wydłużyć. Najlepszy w tym celu jest tusz z zestawu, choć podobno można łączyć je i z innymi maskarami. Ale o tym poczytacie już dalej :) Opiszę Wam w skrócie moją historię z Rzęsami w butelce :) 





Na początku była miłość... 
Można by rzec od pierwszego spojrzenia na moje rzęsy, na których znalazł się ten produkt. Poznałam go na targach, gdzie miła Pani nałożyła mi go na jedno oko. Wielkie było moje zdziwienie, że okazało się, że mam rzęsy :D Bo kto nie wie, tego informuje, że rzęsy moje są baaardzo liche i niepomalowane są praktycznie niewidoczne :) Tak mnie matka natura hojnie obdarzyła ;) Więc mogąc uzyskać widoczne rzęsy oczywiście produkt kupiłam. Niestety Panie nie namówiły mnie wtedy wystarczająco na tusz z zestawu i to był błąd...


I zaczęła się faza nienawiści...

Bo moje rzęsy, mimo że były dłuugie do nieba, to z każdym użytym tuszem się niemiłosiernie sklejały, a włókienka osypywały się do oczu i pod oczy, przez co chodziłam jak wampir z czerwonymi oczkami, bo były podrażnione przez włókienka, które się do nich dostawały. Przez wiele dni, próbowałam na prawdę bardzo wielu tuszy, pracuję w drogerii, więc mam dostęp do testerów na prawdę wielu marek. Próbowałam różnych konsystencji, tuszy nowych, bardzo mokrych, tuszy już lekko suchawych, bardziej rzadkich i raczej gęstych i uwierzcie mi, że żaden z tych tuszy nie trzymał włókienek tak, jak trzeba. Miałam zamiar kupić tusz z zestawu, aż spadł mi on niemal z nieba, bo udało mi się wygrać cały zestaw produktów marki Lash Brow, czyli rzęsy w butelce z tuszem, brwi w butelce i matową pomadkę. Wtedy rozpoczęła się kolejna faza :)


Sceptyczne testowanie...
Po tym jak pierwszy raz sama użyłam Rzęs w butelce razem z dedykowanym im tuszem, odkryłam w czym tkwił mój problem. Problem zdecydowanie tkwił w tuszu. Tusz z zestawu ma specjalnie opracowaną formułę, która jest lepka, ale nie nabiera się jej na szczoteczkę zbyt dużo. Dzięki czemu nie skleja rzęs, ale włókienka trzymają się idealnie. Początki malowania tuszem były baaardzo sceptyczne, bo bez włókienek, był on na rzęsach bardzo niewidoczny. Dopiero po nałożeniu rzęs w butelce i kolejnej warstwy tuszu, rzęsy maksymalnie się wydłużały. Bardzo wiele podejść zrobiłam, zanim doszłam w tym do perfekcji. Dlatego jeśli chcecie mieć przepiękne wachlarze, to zdecydowanie warto czytać dalej :)

O czym trzeba pamiętać? 
1. Nie łączymy Rzęs w butelce z innymi tuszami niż ten z zestawu, bo efekt na pewno nie będzie zadowalający.
2. Trzeba zachować kolejność: tusz - włókienka - tusz
3. Rzęsy muszą być dokładnie pokryte tuszem - zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej wartstwie
4. Tuszem malujemy od samej nasady rzęs, włókienkami natomiast tylko od środka i końcówki, abo produkt nie dostał się do oczu
5. Włókienek na aplikator nabiera się bardzo dużo, dlatego trzeba pamiętać, żeby go dobrze otrzepać z nadmiaru produktu. Na szczoteczce wystarczy odrobina włókien, aby wydłużyć rzęsy. Nadmiar najpewniej skończy w oczach ;)
6. Malujemy najpierw jedno oko, a potem drugie, aby tusz był ciągle mokry i nie zdążył wyschnąć na rzęsach, bo wtedy włókna się nie przykleją.
7. Włókienka nakładamy w ten sam sposób co tusz, czyli przeciągając aplikatorem po rzęsach, może być ruchem zygzakowatym.
8. Nie przesadzamy z ilością włókien, żeby nie posklejać rzęs.
9. Jeśli nosisz soczewki, to raczej zapomnij o tym zestawie :) Niedokładna aplikacja może sprawić, że włókienka wpadają pod soczewkę.

Ostateczne starcie :)
Po na prawdę wielu testach tego produktu i po wielu skrajnych opiniach na jego temat, teraz mogę Wam zdecydowanie napisać, że produkt z czystym sercem polecam. Ale nie polecam go osobom, które mają rzęsy do nieba. Polecam go tym, którzy mają rzęsy krótkie i rzadkie, a których żaden tusz nie zadowala. A nawet jeśli zadowala, to szukają czegoś więcej. Produkt na prawdę super wydłuża i pogrubia, co zaraz pokaże Wam na zdjęciach. Niestety minusem jest to, że chwilę schodzi przy jego aplikacji, przez co ja - leniwa, nie używam go na co dzień, a raczej na większe wyjścia. Moje oko niestety niepomalowane cieniem sprawia, że wyglądam jak bym była chora, więc na co dzień stawiam na więcej cieni, a rzęsy tylko przeciągnę tuszem, bo brakuje mi czasu na więcej. Nie mniej jednak produkt bardzo polecam, bo dzięki niemu wreszcie mogę wyczarować sobie śliczne rzęski :D 

Poniżej zdjęcia, jak to wszystko się prezentuje na moich oczach :)

Moje oko bez pomalowanych rzęs

Oko pomalowane Rzęsami w butelce Lash Brow

Lewa strona: brwi w butelce i rzęsy w butelce, prawa: bez makijażu

Dla porównania: Lewa strona: brwi i rzęsy w butelce, prawa: brwi w butelce i rzęsy wytuszowane tuszem, który używam na co dzień

Widzicie już, dlaczego bardzo polubiłam się z tym produktem. Mimo burzliwej drogi jaką razem przeszliśmy cieszę się, że go mam i na prawdę z całego serca polecam. Dodatkowo też dlatego, że firma jest z moich okolic - Lublin <3 :)

Rzęsy w butelce możecie kupić na stronie producenta - Lash Brow, albo jak ktoś jest z moich okolic, to w drogerii, w której pracuje (spodobały mi się tak bardzo, że wzięłyśmy je do drogerii. Uwagi co do tego, o czym trzeba pamiętać to spostrzeżenia przede wszystkim moje, ale też błędy, które najczęściej popełniały klientki zaraz po zakupie). Cena jest powiedziałabym przyzwoita. Same Rzęsy w butelce kosztują 49zł, a w zestawie z tuszem 79. Jak dla mnie warto od razu zainwestować w cały zestaw, żeby być zadowolonym. Kupowanie samych włókienek to według mnie strata pieniędzy i nerwów, więc radzę sobie odpuścić taki zamiar. Warto dołożyć odrobinkę i mieć komplet. Rzęsy w butelce są bardzo wydajne, bo wystarczy ich odrobina, aby stworzyć niesamowity efekt. Myślę, że później wystarczy dokupić tylko tusz, który solo kosztuje 35 zł, czyli tyle co przeciętne maskary, które znajdziemy na sklepowych półkach.


Słyszałyście o tym produkcie?
Macie ochotę go przetestować? :)
Dysponuje wolnym egzemplarzem jak by co, więc może jakieś rozdanie jak będą chętni :D
Dokupię tusz specjalnie dla Was :D

06 września

Podkład mineralny Annabelle Minerals - matujący Golden Fair - moja recenzja

Podkład mineralny Annabelle Minerals - matujący Golden Fair - moja recenzja
Znacie minerały? Słyszałyście o naszym polskim Annabelle Minerals? Są to produkty mineralne - podkłady, pudry, korektory, róże, cienie - w formie sypkiej. Wiele osób na pewno zastanawia się jak może się sprawdzać podkład w formie sypkiej. Na to pytanie właśnie za chwilę Wam odpowiem. Zapraszam do czytania :)

06 sierpnia

Makijaż okazjonalny - rozświetlone oko z cut crease

Makijaż okazjonalny -  rozświetlone oko z cut crease
Hej kochani :) Jako że już bardzo bardzo długo nic ciekawego dla Was nie zmalowałam, dziś przychodzę do Was z makijażem :) Ciekawe, co przygotowałam po tak długiej przerwie? :)
To zapraszam do czytania :)


Nie będę się tłumaczyć z kolejnej nieobecności i po raz setny nie będę obiecywać poprawy. We wrześniu powracam ze zdwojoną siłą i to już akurat zostało postanowione. Ale aby nie dać o sobie zapomnieć, wrzucam dla Was dziś ten makijaż :)

Jak go wykonałam: 
Nałożyłam bazę pod cienie, a następnie całą powiekę pokryłam cielistym, matowym cieniem. Jeśli chodzi o kolor, to najpierw ponad załamaniem powieki nałożyłam bardzo jasny brąz, dokładnie go roztarłam. Później dokładałam coraz to ciemniejsze odcienie brązu, każdy solinie rozcierając. Wszystkie oczywiście matowe. Samo załamanie na koniec zaznaczyłam czernią, aby podbić intensywność koloru i również dobrze roztarłam wszelkie granice. Wszystko nakładałam puchatymi pędzelkami, aby granice nie były ostre. Gdy już góra była dobrze rozblendowana, na ruchomą powiekę nałożyłam korektor. Solidnie go wklepałam i roztarłam, aby warstwa nie była gruba. Pamiętałam też o zachowaniu ostrej granicy na górze powieki. Na mokry jeszcze korektor wklepałam perłowy cień w odcieniu pudrowego różu. Dolną powiekę zaznaczyłam czernią do 1/3 jej długości od zwenętrznej strony, następnie roztarłam ciemnym brązem. Namalowałam kreskę - jaskółkę, a na linię wodną położyłam czarny eyeliner. Wytuszowałam rzęsy i dokleiłam sztuczne :) Proste, prawda? :D


Kosmetyki, których użyłam:
Oczy: 
Baza pod cienie: Art Deco
Cienie: cielisty i brązy z paletki MakeUp Revolution Essential Mattes, pudrowy róż - Essence - 08 apricotta, czerń - My Secret - Smokey Nudes
Korektor na powiekę: Catrice Liquid Camuflage 010
Eyeliner: Pierre Rene Hi-Tech Eyeliner
Tusz do rzęs: Pupa Diva's Lashes
Sztuczne rzęsy: Ardell 120 Demi Black
Brwi: Paletka do brwi Gosh

Twarz:
Podkład: Polka, odcień 02
Puder: Demi Carte transparentny
Pod oczy: Cień Annabelle Minerals - Vanilla
Bronzer: Paletka do konturowania Pupa 010
Róż: Dior Blush Final 759 Creative Coral Inventif
Rozświetlacz: The Balm - Mary Lou Manizer
Usta: różne mieszanki :)


Fajnie wrócić do Was po takiej przerwie :) Jest mobilizacja, mam nadzieję że powróci też regularność :) Trzymajcie za mnie kciuki :) I jeszcze zdjęcie pokazujące moją opadającą powiekę :)



Podoba Wam się taki makijaż? :) Piszcie koniecznie :)

07 lipca

Konkurs - do wygrania koreańskie maseczki

Konkurs - do wygrania koreańskie maseczki
Hej kochani. Z okazji, że na Fanpage bloga stuknęła piękna okrągła liczba czterystu polubień, postanowiłam to uczcić konkursem :) Specjalnie dla Was zakupiłam dziś pakiet maseczek do twarzy, większość na bawełnianych płachtach. Serdecznie zapraszam więc do wspólnej zabawy i zawalczenia o nagrodę :)



Do wygrania:
Maski na bawełnianej płachnie:
- oczyszczająca Conny
- aloesowa Coony
- aloesowa Juicy Holika Holika
- z wodą z lodowca Skin79
- rozjaśniająca Animal Mask Conny 
Dwie sztuki maseczki oczyszczającej Pilaten
Kolagenowe płatki pod oczy Pilaten
Kolagenowa maseczka na usta Pilaten

W sumie maski o wartości powyżej 50 zł.


Co należy zrobić, żeby wziąć udział w konkursie? :)

Obowiązkowo:

1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga
2. Lubić stronę Makijaż Na Każdą Kieszeń na Facebooku
3. Publicznie udostępnić na Facebooku post konkursowy
4. Odpowiedzieć na pytanie: Czy używałaś już koreańskich masek? Jeśli tak, to jaka jest Twoja ulubiona? Jeśli nie to którą najbardziej byś chciała wypróbować? Krótko uzasadnij.

Nagrodzona zostanie najciekawsza i najbardziej kreatywna odpowiedź :) A kto wie, może akurat dołożę do prezentu jeszcze Twoją ulubioną maskę :D


Dodatkowo - nie jest to obowiązkowe 
(ale jeśli będę wahać się nad kilkoma odpowiedziami, może być rozstrzygające):

5. Wkleić na swojego bloga baner z linkiem do tego postu (baner poniżej) 
6. Zaobserwować mnie na Instagramie - makijaz_na_kazda_kieszen
7. Pod postem konkursowym na Facebooku zaproś do zabawy kilka osób :)


Tutaj macie wzór zgłoszenia :) 

1. Obserwuję jako: (imię lub nick)
2. Lubię jako: (imię lub nick)
3. Udostępniłam jako: (link)
4. Czy używałaś już koreańskich masek? Jeśli tak, to jaka jest Twoja ulubiona? Jeśli nie to którą najbardziej byś chciała wypróbować? Krótko uzasadnij.
==================================
6. Baner na blogu: TAK (link)/NIE
7. Instagram: Tak (jako....)/NIE
9 Zapraszanie znajomych pod postem: TAK/NIE


Spośród wszystkich odpowiedzi wybiorę tą, która najbardziej przypadnie mi do gustu i zapadnie w pamięć. Liczy się kreatywność :) Mile widziane zdjęcia, ale z góry zaznaczam, że rymowanki nie dają większej szansy na wygraną :) 



Baner:




 Regulamin:

1. Konkurs trwa od 07.07.2017 do 23.07.2017 włącznie.
2. Wygrywa jedna osoba, wybrana przeze mnie - wybiorę najciekawszą i najbardziej kreatywną odpowiedź.
3. Sponsorem nagrody jestem ja - makijaz-na-kazda-kieszen.blogspot.com
Facebook nie sponsoruje nagrody, ani nie nadzoruje przebiegu konkursu.
4. O wynikach rozdania poinformuje w ciągu 7 dni od jego zakończenia (zależnie od liczby zgłoszeń).
5. Na wiadomość z danymi do wysyłki czekam do 5 dni od ogłoszenia wyników, w przeciwnym razie losuje kolejną osobę.
6. Zestaw będzie wysłany w ciągu 5 dni roboczych od dnia otrzymania danych do wysyłki.
7. Osoby które nie spełnią warunków rozdania będą dyskwalifikowane. Muszą być spełnione wszystkie obowiązkowe warunki wymienione powyżej. Warunki dodatkowe nie są konieczne, ale będę je brała pod uwagę w przypadku wahania nad kilkoma odpowiedziami. 
8. Wszystkie produkty są nowe i fabrycznie zapakowane. 
9. Nagród nie można wymienić na równowartość pieniężną.
10. Koszty wysyłki pokrywam ja, jednak wysyłam tylko na terenie Polski (chyba, że sama pokryjesz koszt wysyłki za granicę).
11. W przypadku liczby zgłoszeń mniejszej niż 30, zastrzegam sobie prawo do przedłużenia konkursu.
12. Przystąpienie do konkursu oznacza akceptację powyższego regulaminu.
13. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

Życzę więc wszystkim powodzenia i kreatywności :)

22 czerwca

Mincer - Vita C Infusion - krem nawilżający z witaminą C - recenzja

Mincer - Vita C Infusion - krem nawilżający z witaminą C - recenzja
Dziś mam dla Was recenzję kremu, który właśnie u mnie sięga dna. A skoro już go praktycznie skończyłam, to najwyższa pora napisać o nim kilka słów :) Zapraszam do czytania :)




Krem ten trafił w moje ręce na szkoleniu z marki Mincer, które odbywało się w drogerii, w której pracuje. Od samego początku mocno mnie zaciekawił, bo moja skóra po zimie była bardzo szara i zmęczona, a dodatkowo mam na niej wiele czerwonawych przebarwień. 


Oczywiście gdy tylko wykończyłam poprzedni krem, wzięłam się za używanie tego. Jest to krem dzienny, jednak początkowo używałam go zarówno rano jak i wieczorem. Ogromne było moje zdziwienie, gdy po ok. dwóch tygodniach moja buzia nabrała promiennego blasku, a przebarwienia stały się jakby mniej widoczne. Byłam totalnie oczarowana działaniem tego kremu. Pięknie pachniał, szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustego filmu, dzięki czemu nadawał się pod makijaż. Mogłabym opisywać go w samych superlatywach.


Jednak nic nie trwa wiecznie... 

Moja twarz bywa kapryśna. Często nawet bardzo. I tym razem znów to samo. Nie wiem czy to wina kremu, czy tylko mojej twarzy, ale po ok. miesiącu zachwytu krem przestał mi się wchłaniać. Ot tak po prostu. Zaczął zostawiać tłusty film i przez to musiałam zaprzestać używania go na dzień. Wiem, że moja skóra bywa pod tym względem kapryśna, zwłaszcza w okresie letnim. Podkłady też wszystkie 'wyrzuca' z mojej twarzy, bo każdy z kolei się na niej warzy i wyciera po godzinie (uwierzcie mi, że w tym momencie mam otwartych z 7 różnych i używam ich wymiennie z nadzieją, że może akurat dziś ten będzie wyglądał dobrze :D). Dlatego nie winię za to kremu, bo na początku był na prawdę rewelacyjny. Teraz niestety zaprzestałam używania go na dzień i zastąpiłam go czymś dużo lżejszym. Witaminkę C aplikuje sobie natomiast na noc, mimo że jest to krem dzienny. Po prostu szkoda by mi go było wyrzucić. Przy aplikacji raz dziennie efekty nie są już aż tak rewelacyjne, ale moja cera nadal jest promienna i wreszcie przestała być poszarzała. 


Za kaprysy mojej twarzy oczywiście nie obwiniam kremu :) Zanim ona zwariowała, miałam dość czasu, żeby go ocenić :)

Plusy:
- bardzo ładny zapach
- działanie rozjaśniające i rozpromieniające cerę
- nawilżenie skóry
- wydajność (używam go od marca - przez pierwszy miesiąc rano i wieczorem, później tylko na wieczór i mam go jeszcze trochę)
- cena: ok. 45zł, więc niby na krem przeciętnie, można kupić tańsze, można kupić droższe. Tu cena jest średnia, choć jak dla mnie absolutnie nie wygórowana, bo krem wart tej ceny.

Minusy: 
- po pewnym czasie przestał się wchłaniać - z tym że nie wiem na ile to wina kremu, a na ile mojej twarzy, więc to taki minus nie minus :D

Jak widać krem ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów. Z pewnością wrócę do niego w porze zimowo-wiosennej, gdy moja cera się uspokoi i znów będzie potrzebowała dawki energii :) 

Dla wszystkich posiadaczek cery szarej i zmęczonej polecam jednak już dziś :) To na prawdę godny uwagi krem :) Śmiało możecie stosować go nawet teraz - latem, bo produkty marki Mincer zawierają witaminę C TETRA, która jest stabilna i nie reaguje na słońce i wysokie temperatury. Tak że w przeciwieństwie do wielu kremów z witaminą C dostępnych na rynku, można ją stosować nawet w letnie, słoneczne dni :D 

Polecam z czystym sercem :)

05 czerwca

Meet Beauty 2017 - Dary losu cz.2 pielęgnacja

Meet Beauty 2017 - Dary losu cz.2 pielęgnacja
W ostatnim poście pokazałam Wam kolorówkę, którą przywiozłam z Meet Beauty, a dziś mam dla Was wszystkie produkty pielęgnacyjne :) Zapraszam do czytania :)


05 czerwca

Meet Beauty 2017 - Dary losu cz.1 kolorówka

Meet Beauty 2017 - Dary losu cz.1 kolorówka
Witajcie :) Ostatnio pokazałam relację z Meet Beauty - klik, a dziś chce zaprezentować Wam wszystko, co stamtąd przywiozłam :) Przejrzyjcie wszystko dobrze, bo część z tych rzeczy już niedługo będzie mogła trafić w Wasze ręce :) Żeby Was zupełnie nie zanudzić, post podzieliłam na dwie części - kolorówka i pielęgnacja. Dziś będzie o pierwszej z nich :) 



24 maja

Meet Beauty 2017 - moja relacja

Meet Beauty 2017 - moja relacja

Witajcie. Kto obserwuje mnie na Instagramie ten wie, że weekend spędziłam w Nadarzynie, na konferencji Meet Beauty. Był to mój pierwszy raz i udało mi się na nią załapać w ostatniej chwili z listy rezerwowych, ale jestem niezwykle szczęśliwa, że mogłam tam być. Kto jest więc ciekawy mojej relacji, tego zapraszam do czytania :)

Dzięki temu wydarzeniu postanowiłam zakończyć blogowy marazm. Wracam z nową energią :) Ostatnio długo mnie tu nie było, myślałam już nawet o zaprzestaniu blogowania. Miałam kryzys. Ale zawsze w chwilach kryzysu dzieje się coś, co stawia mnie na nogi. Tak też było i tym razem. W zeszły poniedziałek dostałam na Facebooku wiadomość od organizatorów Meet Beauty, że zwolniły się miejsca i czy nie chce wziąć udziału w konferencji. Oczywiście nie zastanawiałam się nawet minuty i się zgodziłam. Na szczęście udało mi się załatwić wolne w pracy, za co niezmiernie jestem koleżankom wdzięczna, bo musiały pracować w osłabionym składzie. Ale tak długo marzyłam o tym, żeby się tam znaleźć i już za bardzo straciłam nadzieję, że uda mi się tam być, dlatego szczęście moje było nieopisane :)



Do Warszawy pojechałam już w piątek. W piątek odbywała się też uroczysta gala,  na której nie byłam, bo dotarłam do stolycy wieczorem i już nie miałam siły tam jechać. Za to w sobotę od rana zagościłam na Meet Beauty :) Ale oczywiście nie obyło się bez przygód :D


Bo jeszcze zanim na Meet Beauty dojechałam, to zgubiłam się w podziemiach Dworca Centralnego :D Najpierw kierowała mnie jedna Madzia, później druga Madzia i w końcu udało mi się znaleźć odpowiedni przystanek. Oczywiście spóźniłam się na autobus do Nadarzyna i musiałam czekać godzinę na kolejny. Ale nie ma tego złego, dzięki temu poznałam kilka przemiłych dziewczyn :)

Darmowe autobusy dla uczestników Meet Beauty jeździły praktycznie co godzinę, ale organizatorzy nie przewidzieli, że o godzinie 9 będzie tych osób najwięcej i że w jednym autobusie może być ciężko się zmieścić. Jechaliśmy więc ściśnięci jak sardynki. No ale udało się dojechać :) Na miejscu spotkałam się z  niespodzianką, bo nie było mojego identyfikatora. Dostałam plakietkę jako Gość, co nie było zbyt fajne, ale sama sobie donotowałam resztę - podobno mają dosłać ;)

Jak już ogarnęłam sprawy organizacyjne, spotkałam się z pięknymi perełkami Lubelszczyzny: mazgoo.pl niewyparzonapudernica.pl makijazowyswiatsylvii.blogspot.com i makelifeperfect.pl i to do nich przykleiłam się spędzając ten dzień :D
Zdjęcie zakradnięte od Madzi :) Brakuje tu niestety Milenki :( 

W sobotę rano uczestniczyłam w warsztatach Golden Rose, dotyczących przygotowania twarzy pod makijaż, prowadzonych przez śliczną i niezwykle utalentowaną Karolinę Ziętek. Okazała się być niezwykle sympatyczna i chętna podzielić się swoją wiedzą nawet nie koniecznie z zakresu tematu warsztatów. Koniecznie musiałam zrobić sobie z nią zdjęcie :) Będzie przepiękna pamiątka :)

Były to jedyne warsztaty na które zapisałam się tego dnia, bo tylko na tych mi zależało :) Później wzięłam udział w otwartym wykładzie Natalii z jestrudo.pl. Był to dla mnie jeden z ciekawszych wykładów w ciągu całego weekendu :) Jako laik w dziedzinie fotografii sporo się dowiedziałam i na pewno będę wcielać rady Natalii w życie :)



Jako, że Meet Beauty było połączone z targami Beauty Days, to dzień ten spędziłam również na oglądaniu stoisk. Mogłam obejrzeć kosmetyki wielu marek które już znam, ale również poznać takie, z którymi jeszcze styczności nie miałam. Takim sposobem odwiedziłyśmy stoisko BANDI, gdzie dostałyśmy do przetestowania kosmetyki.


Odwiedziłyśmy stoisko też WS Academy, gdzie mogłyśmy skomponować szampon dostosowany do potrzeb naszych włosów i doradzić się w kwestii fryzury czy koloryzacji. Ja dowiedziałam się, że powinnam zrobić sobie sombre albo refleksy :) Rozważę to :D Udało nam się również zrobić sobie fotkę z Panem Andrzejem Wierzbickim :) 


Sobotnie atrakcje zakończyłyśmy powrotem do Warszawy znów jak sardynki, bo ścisk był ogromy :D Spędziłam też troszkę czasu z dwiema ślicznotkami - Michaliną i Gosią  z którymi nie wiem czemu nie mam nawet zdjęcia :(

Niedziela również obfitowała w atrakcję :) Poranek zaczęłam od wykładu Tomasz Stopki - semurai.pl o pozycjonowaniu bloga, czyli o SEO. Była to dla mnie całkowita abstrakcja, choć wykład prowadzony był ciekawie i w sposób dość zrozumiały. Troszkę mi w głowie rozjaśniło, ale jako urodzona blondynka, dalej nic nie wiem :D

Następnie wzięłam udział w warsztatach marki Gosh, gdzie pani Ania Mucha przepięknie malowała modelkę, udzielając przy tym wskazówek i dzieląc się wiedzą. To był na prawdę miło spędzony warsztat :)


Ostatni wykład w którym wzięłam udział to: "Jak pisać, by nas chętniej czytano" Jasona Hunta i powiem szczerzę, że ten Pan absolutnie mnie nie kupił. Słuchałam go i zastanawiałam się jak można za przeproszeniem pieprzyć takie głupoty? Bo ja rozumiem, że każdy ma swoje zdanie i swój sposób na prowadzenie swojej strony, ale teksty typu, że jak ktoś w komentarzu napiszę mu coś, co jest nie po jego myśli, to od razu go banuje czy blokuje, powtarzane w ciągu wykładu wielokrotnie sprawiły, że siedziałam tam całkowicie zniesmaczona.

Gdzieś tam po drodze, w hali targów, spotkaliśmy również Katosu. Udało mi się zrobić z nią zdjęcie :) Jest ono koszmarnej jakości i wyszłam na nim mega okropnie, no ale jest :D


 Żeby nie przeciągać, pokażę Wam jeszcze tylko kilka zdjęć z fotobudki, która była niesamowitą atrakcją :D







Ze spotkania przywiozłam całe torby Darów Losu, które Wam dziś pokaże tylko z wierzchu, a w następnym poście zobaczycie wszystko z bliska :)



Na koniec chciałam przeprosić za jakość zdjęć. Wszystkie robione telefonem bo jakoś nie w głowie mi było brać aparat i nosić go całe dwa dni :)

Chciałabym też podziękować wszystkim tym, z którymi mogłam bardzo mile spędzić czas. Cieszę się, że mogłam poznać tyle wspaniałych osób i tyle nowych blogów. 

Jak oceniam Meet Beauty? Bardzo bardzo na plus. Organizatorzy odwalili na prawdę kawał dobrej roboty za co ich niezwykle podziwiam i tym bardziej cieszę się, że mogłam tam być. Choć było kilka drobnych niedociągnięć i detali, do których można się było przyczepić. Daleko od Warszawy, w autobusie ścisk nieziemski, a dodatkowo połączenie MB z targami Beauty Days sprawiło, że po całym dniu tego hałasu bolała mnie głowa. Nie było ciszy i spokoju nawet na warsztatach. Trzeba było dobrze nasłuchiwać, bo dźwięki dochodzące z hali targów zagłuszały wszystko. Ciężko było też kogoś złapać, bo każdy się rozproszył po targach. Jednak całokształt sprawił, że będę to wydarzenie wspominać niezwykle miło. Warsztaty i wykłady były na prawdę rewelacyjne, można było zająć sobie czas od początku do końca, a w przerwach pobiegać po stoiskach na targach, bo tam też atrakcji było wiele :) To był na prawdę rewelacyjnie spędzony weekend. Bardzo dziękuję, że mogłam tam być! :)

To było moje pierwsze Meet Beauty, ale mam nadzieję nie ostatnie! :D

21 kwietnia

Zlot Lubelskich Straszydełek - zapraszamy na spotkanie blogerek :)

Zlot Lubelskich Straszydełek - zapraszamy na spotkanie blogerek :)
Hej kochane :)

Któregoś pięknego dnia, narodził się pewien szalony pomysł :) Razem z Sylwią z bloga Makijażowy Świat Sylvii postanowiłyśmy spróbować swoich sił w organizacji blogerskiego spotkania. Jest to nasz absolutny debiut w tej kwestii, więc prosimy o wyrozumiałość :)


Postanowiłyśmy, że nasze spotkanie pozostanie w klimacie Halloween. Zaplanowane jest więc ono na 21 października. Na miejsce wybrałyśmy okolicę naszych rodzinnych stron, czyli piękne miasto – Lubartów :)

Ale żeby nie było to tylko takie zwykłe spotkanie plotkarskie przy kawce, postanowiłyśmy wynieść z niego maksimum korzyści. Chcemy pomóc zwierzakom, więc przy okazji naszej integracji, planujemy zorganizować zbiórkę pieniędzy lub karmy dla Radzyńskiego Stowarzyszenia na rzecz zwierząt PODAJ ŁAPĘ. Skoro można połączyć przyjemne z pożytecznym, to czemu by tego nie zrobić? :)

Aby zgłosić swój udział w spotkaniu:

1) Wyślij maila na adres zlotlubelskichstraszydelek@wp.pl
2) W treści umieść:
  • imię i nazwisko
  • skąd jesteś (i czy dojazd do Lubartowa nie będzie dla Ciebie problemem)
  • nazwę i adres bloga
  • namiary na Twoje IG, FP itp :)
  • napisz coś o sobie, czemu chcesz pojechać (może Cię ponieść fantazja) :)

3) Wrzuć baner do spotkania na Twojego bloga - z linkiem odsyłającym do posta o spotkaniu na blogu moim bądź Sylwii :)


Zgłoszenia przyjmujemy od dzisiaj (21.04.) do 20 lipca, więc masz jeszcze trochę czasu na zastanowienie i wysłanie zgłoszenia :)

Będzie nam również miło, jeśli udostępnisz informację o spotkaniu, jeśli nie Ty, może skorzysta Twoja koleżanka?

Mamy nadzieję, że zechcesz się z nami zintegrować i również pomóc zwierzakom :)

Czekamy na zgłoszenia!

Pozdrawiam! :)

10 kwietnia

Ulubieńcy miesiąca - marzec 2017

Ulubieńcy miesiąca - marzec 2017
Heej kochani :) Zaniedbuje Was mocno ostatnio. Wiem, ale czasu mi ciągle brakuje. A jak nie czasu to siły i chęci i motywacji. Jakoś tak się powoli wypalać zaczęłam chyba. Muszę się jakoś ogarnąć wreszcie. Ulubieńców lutego nie było, bo nie bardzo miałam Wam tam co pokazać. Dziś przychodzę więc z ulubieńcami marca :) Kto więc ciekawy, co sprawdziło się u mnie w poprzednim miesiącu, zapraszam do czytania :)



1. Deborah - Dress me Perfect

Po pierwsze - mój największy i niekwestionowany numer jeden spośród ulubieńców marca - podkład Deborah - Dress Me Perfect. Wygrany w konkursie u Basi Smoter Blog razem z innymi kosmetykami Deborah. Zakochałam się w nim bez pamięci. W sumie już zdążyłam zużyć ponad połowę opakowania i na pewno kupię kolejny. Lekko kryjący, idealnie dopasowujący się, niemal niewidoczny na twarzy. Wygląda rewelacyjnie. Chyba znalazłam swój ideał na co dzień :D Więcej o nim przeczytacie TUTAJ - KLIK


2. Deborah - Absolute Lasting Duo Liquid Lipstick



Kolejny produkt, wygrany u Basi Smoter. Pomadka cudo <3 I chowają się te wszystkie Golden Rosy i inne płynne, długotrwałe cuda. Ten cudaczek i podobny do niej również podwójny cud z Pupa Milano skradły moje serce zupełnie i absolutnie. Kto nie próbował, ten nie wie i nadal będzie kochał pomadki GR (choć flamaster zrobił na mnie wrażenie - ale tylko przy nawilżonych ustach). Ja przepadłam totalnie. Pomadka, która trzyma się na prawdę meeeega długo, nie zostawia odbitych śladów, czy na szklance, czy na policzku czy ustach ukochanego. I po co kupować te mega drogie cuda zza oceanu (Lip Sense), skoro na naszym rynku można dostać włoskie cudowności i to wcale nie aż tak gorsze? :D Ja jestem zachwycona i na pewno kupię soczystą czerwień i pokażę Wam efekt na żywo w moim pierwszym w życiu filmie :D A co tam :D W każdym razie polecam i recenzja będzie na pewno. Ja jestem zakochana :)

3. Lash Brow - Rzęsy w butelce 


Kolejny produkt, skradł moje serce na targach Beauty Forum i do tej pory nie oddał. Jedynym, kardynalnym błędem, jaki popełniłam, było kupienie rzęs bez tuszu z zestawu. Byłam przekonana, że mam tyle otwartych tuszy, że na pewno któryś się nada. I to był błąd, bo tusz z zestawu niestety jest niezastąpiony. Przy wszystkich innych rzęsy okropnie mi się obsypywały i chodziłam z podrażnionymi oczami. Ale efekt był zdecydowanie tego wart. Teraz chwilowo nie używam, czekam aż wykończę obecne tuszę i z pewnością kupuje ten zestawowy :) W efekcie na rzęsach z tym tuszem jestem absolutnie zakochana :) Jest to produkt o który bardzo często pytacie, więc na pewno obszerna recenzja pojawi się na blogu, jak tylko kupię tusz i go trochę potestuje :) 

4. Evree - Essential Oils



Olejek tak wielofunkcyjny, że nie można już wykrzesać z niego więcej. Idealny jako baza pod makijaż (i tak go najczęściej stosuje). Serio :D To może dziwne, ale olejek ten idealnie pod makijaż się sprawdza. Wchłania się szybko i niemal całkowicie, nie zostawiając tłustego filmu na twarzy. Uwielbiam to uczucie. Makijaż wygląda na nim świeżo aż do wieczora. I serio przedłuża jego trwałość. Dodatkowo super w większej ilości na noc. Fajnie nawilża skórę i rano czuję, że jest ona przyjemnie nawilżona i miła w dotyku. Dodatkowo nadaje się też do demakijażu i do masażu twarzy. Produkt - perełka. Idealny na wyjazdy przez swoją wielofunkcyjność. Polubiłam go niezmiernie - ja, która nigdy nie lubiła olejków :D Recenzja pojawi się na pewno :D 

5. Evree - Super Slim Peeling Cukrowo Solny



Ja przepadłam od pierwszego użycia :) Najpierw spróbowałam na dłoniach i efekt jaki ten peeling pokazał zachwycił mnie do tego stopnia, że od razu wypróbowałam go na ciało. I przepadłam bezpowrotnie :) Idealnie wygładza, drobinki (trochę grubszych, trochę mniejszych - pierwszy raz spotkałam się z peelingiem solno-cukrowym ) nie są zbyt ostre, ale rewelacyjnie peelingują i zostawiają skórę na prawdę gładką. A dzięki olejkom zawartym w składzie, moja skóra nie potrzebowała już więcej absolutnie żadnego nawilżenia. Ja pokochałam :) Spróbujcie, a pokochacie i Wy :) 

6. NYX - High Definition HD Photogenic Concealer Wand



Kolejny produkt, który zakupiłam na targach Beauty Forum. Spodobał mi się od pierwszego nałożenia najpierw na dłoń, potem pod oczy. Na prawdę świetnie się prezentuje i dobrze się trzyma. Produkt, który bardzo polubiłam i na pewno też doczeka się osobnej recenzji :) 


7. Green Pharmacy - Delikatny żel do mycia twarzy do skóry suchej i wrażliwej z aloesem


Choć nie mam skóry wrażliwej, to jest ona jednak po zimie dość mocno sucha. A z racji, że tłustość na twarzy zaczęłam atakować bardziej nawilżeniem niż matowieniem, postawiłam na wersję żelu z aloesem. I nie żałuję. Pięknie pachnie, świetnie oczyszcza, delikatnie się pieni, skład ma nie najgorszy, a jego cena jest bajecznie niska. Dodatkowo jest na prawdę bardzo wydajny, bo używam go już ponad miesiąc, a jest go jeszcze ok. połowy :) Uwielbiam uczucie czystości, jakie zostawia na skórze. Bardzo bardzo polecam, zwłaszcza że jest na prawdę bardzo taniutki :)

Jak więc widzicie, marzec był miesiącem bogatym w ulubieńców :) Sporo się wtedy u mnie działo, sporo produktów pokochałam od pierwszego użycia i co do kwietnia mogę zdradzić, że będzie bardziej bogaty w Mincera, bo już powoli zaczynam zakochiwać się w kilku produktach :)

Tymczasem zamierzam się bardziej wziąć do roboty :) Gdzieś u kogoś podpatrzyłam tygodniowe plany celów do realizacji i myślę, że ten pomysł sprawdził by się u mnie idealnie :) Chyba muszę go więc wykorzystać, wtedy na pewno będę działać efektywniej :)

Trzymajcie kciuki i piszcie koniecznie 
czy używaliście, któregoś z moich 
marcowych ulubieńców? :D 

26 marca

Deborah - Dress me Perfect

Deborah - Dress me Perfect
Długo szukałam podkładowego ideału. Testowałam różne opcje, z jednymi polubiłam się bardziej, z innymi mniej. Poszukiwania trwały latami, aż wreszcie, przez zupełny przypadek trafiłam na podkład idealny na co dzień. Jesteście ciekawi co to za podkład? To zapraszam do czytania :)

16 marca

Relacja z Targów Beauty Forum - 12 marzec 2017

Relacja z Targów Beauty Forum - 12 marzec 2017
Dziś mam dla Was pierwszą na tym blogu relację :) Będzie to relacja z targów Beauty Forum. Były to moje pierwsze takie większe targi i obecność na nich, była dla mnie na prawdę niesamowitym przeżyciem :)

Zapraszam do czytania :)



06 marca

Płynna, matowa pomadka Golden Rose - Longstay Liquid Matte Lipstick 02 - recenzja

Płynna, matowa pomadka Golden Rose - Longstay Liquid Matte Lipstick 02 - recenzja
Dziś u mnie możecie poczytać o płynnej, matowej pomadce, która szturmem podbiła serca bardzo wielu kobiet i dziewcząt. Za co ją kochamy? Za trwałość, za dobrą pigmentację, przystępną cenę i ładne kolorki. A co ja o niej sądzę? Tego dowiecie się czytając dalej... 


Copyright © 2016 Malowane Oczy , Blogger